Rozdział 5
-Proszę.- powiedziałam.Zza drzwi ukazali się wszyscy chłopcy.
-Hej przyszliśmy zagrać z tobą w butelkę. Grasz?- zapytał Liam.
-Jasne, ale nie za długo, bo muszę iść jutro do szkoły.- odpowiedziałam
Usiedliśmy na podłodze, przed nami położyliśmy butelkę. Zaczął Zayn. Wypadło na Harrego.
-Prawda czy wyzwanie?- zapytał Zayn.
-Wyzwanie.- odpowiedział Harry.
-Ok. To... pocałuj Rose.- powiedział Zayn.
Kiedy usłyszałam te słowa zamurowało mnie. Podszedł do mnie, usiadł i pocałował, a ja się przyłączyłam. To było... to było... nie do określenia. Od tamtej pory kochałam go jeszcze bardziej. W czasie gry robiłam różne rzeczy, całowałam się ze wszystkimi, przytulałam i takie inne. Gra skończyła się po 3 godzinach. Było też trochę alkocholu, znaczy ja nie za dużo, bo jutro szkoła, ale Lou tak. Poszłam do pokoju i zobaczyłam, że na zegarku była już 00.30. Położyłam się i zasnęłam (przynajmniej tak mi się wydawało). Obudził mnie budzik z piosenką "One Thing". Zobaczyłam, że obok mnie leży Harry, a po drugiej stronie Louis. Oni też się obudzili. To pewnie budzik. Heh.
-Hej chłopaki! Mogę wiedzieć co wy tutaj robicie?- zapytałam i się uśmiechnęłam do nich.
-Cześć Rose!- zaczął Lou.- Yyy nie wiem, nie pamiętam.- dokończył i to teraz on się uśmiechnął.
-Dzień Dobry Rose! Ja też nie wiem.- powiedział Harry.
-Aha. To teraz możecie wyjść! Chcę się ubrać!- wykrzyczałam.
-Ok, ok. Będę czekał w kuchni. Pamiętaj odwożę ciebie do szkoły.- odezwał się Harry i puścił mi oczko i wyszedł.
-Lou ty też masz iść!- krzyknęłam.
-A dlaczego ja cię nie odwożę do szkoły?- zapytał Lou.
-Dobrze jedziesz z nami, tylko się pośpiesz!- odpowiedziałam, a on wyszedł.
Ubrałam się w to:
Było dziś dość zimno dlatego wzięłam jeszcze kurtkę, Zeszłam na dół i był tylko Harry i Lou tam gdzie się umówiliśmy, czyli w kuchni. Usłyszałam ich sprzeczkę. Chodziło o tą noc. Przestali gdy mnie zauważyli.
-Wow... ślicznie wyglądasz.- powiedział Harry.
-Nieprawda wyglądasz pięknie!- zaprzeczył Lou.
-Hej! Wielkie dzięki, że tak mówicie, ale to zwykły strój.- zaczęłam.- A Harry, Lou idzie z nami i nie próbuj się sprzeciwiać.- dokończyłam, wzięłam plecak i pociągnęłam ich za ręce w stronę wyjścia.
-Ok.- jąknął się Harry.
Usiadłam z tył razem z Louisem, bo Harry prowadził, lecz ciągle patrzył w tylne lusterko. Na początku pomyślałam, że chodzi czy ma dobrze fryzurę, ale przecież miał czapkę i okulary, a Lou też. Więc pewnie patrzył co robimy. Po pewnym czasie zaczęłam.
-Kiedy będziemy?- zapytałam.
-Za jakieś 3 minuty.- odpowiedział szybko Harry.
-Dzięki.- powiedziałam i wyciągnęłam telefon.
Chciałam, żeby Meg i Julie poznały chłopaków, bo dopiero za 20 minut zaczynały się lekcje.
Julie jesteś z Meg już w szkole?
Tak, a co?
Idź z nią za szkołę, coś wam pokażę. Ja będę za 2 minuty.
Ok, a słyszałam, że mama ciebie wyrzuciła z domu. Gdzie teraz mieszkasz?
Powiem ci za chwilę, a teraz idź, bo już prawie jestem.
Dobra już idziemy.
-Poczekajcie, zaraz wrócę.- powiedziałam do Harrego i Lou.
-Ok.- odezwali się na raz.
Przeszłam tylko kawałek i zauważyłam oparte o murek Julie i Meg. Podeszłam do nich i zaczęłam rozmowę.
-Cześć, chciała bym wam kogoś przedstawić.-odparłam.
-Hej!- zaczęła Meg.- Jestem bardzo ciekawa kogo. A powiesz mi gdzie mieszkasz?- dokończyła.
-Cześć.- powiedziała Julie.
-Zaraz wszystko wam opowiem, ale zacznijmy kogo wam chcę pokazać. Mamy dużo czasu.-odpowiedziałam.
-Dobra.- ucieszyła się Julie.
Ruszyłyśmy w stronę czarnej Hondy, którą Harry przywiózł mnie wczoraj do nich. Dziewczyny nie wiedziały po co idziemy do samochodu. Chłopacy wiedzieli już, że mają siedzieć z tył bo tam są przyciemniane okna i nikt ich nie zobaczy.
-Ok. To tu.- zaczęłam pokazując im samochód.- Siadajcie do przodu. Spokojnie nie musicie nigdzie jechać.- dokończyłam.
-Dobra?!- powiedziała Meg,
Ja usiadłam z tył obok Harrego, który siedział po środku, a obok Lou.
-Chłopcy to jest Julie i Meg.- powiedziałam wskazując odpowiednio ręką.
-Hej.- uśmiechnęły się.
-Cześć- odpowiedzieli chłopcy równym chórem. Mówili trochę zmienionym głosem.
-Rose mieszka teraz u nas.- powiedział Harry.
-Aha, a jak się nazywacie?- zapytała Julie.
-Musicie same zgadnąć.- powiedziałam.
Louis zaczął od zdjęcia czapki.
-Wiecie kto to?- zapytałam.
-Yyy... a powinnyśmy?-zapytała Julie.
Teraz Harry zdjął czapkę.
-Eee... a ten to kto?
Chłopcy się odwrócili tyłem i zdjęli okulary. Policzyli do trzech i się odwrócili.
-On... one.- zaczęły dziewczyny równo.
-Tak to oni, tylko nie krzyczcie. I nie mówcie o tym w szkole. Plis.- odparłam.
-O...-jąkneła się Julie.
-Hej, a może zrobimy koncert w waszej szkole?- zaproponował Harry.
-Stary to świetny pomysł.- odezwał się Lou.
-Ale nie pytaliście się reszty.- odezwałam się.
-Oni, zresztą tak jak my uwielbiamy robić koncerty!- krzyknął Harry.
-Dobra to wy zostaniecie z Julie i Meg na ławce przy gabinecie dyrektora, a ja pójdę z nim pogadać i was później zawołam.- opowiedziałam im mój plan.
-Ok. Tylko załóżcie czapki i okulary.- wreszcie pełnym zdaniem odezwała się Meg.
-Spoko.- powiedział Lou i się uśmiechnął.
Wyszliśmy z samochodu i dziewczyny przytuliły się do chłopaków i zrobiły sobie z nimi zdjęcia.
Poszliśmy do dyrektora. Gdy usłyszałam wyraz "proszę" od razu weszłam.
-Dzień Dobry.- powiedziałam.
-Dzień Dobry Rose, co cię tutaj ściągnęło?- zapytał.
-Ja, Julie, Meg i moi koledzy wpadliśmy na pomysł, żeby w piątek zrobić zamiast lekcji koncert na, którym zaśpiewa zespół "One Direction"- opowiedziałam mu mój plan.
-Rose to bardzo dobry pomysł, ale to jest zbyt popularny zespół, żeby mogli tak już za te 5 dni przyjść tu i zaśpiewać. To trzeba czasu, jak już to pewnie w przyszłym roku. Ale z tego co wiem to ty ukończysz szkołę.- powiedział.
-Proszę chwilę zaczekać, zawołam kogoś.- zaczęłam, po czym otworzyłam drzwi.- Julie, Meg chodźcie.- dokończyłam.
-Droga Rose. Ty, Julie, Meg i jacyś chłopcy nie przekonacie mnie.- powiedział.
-Myślę, że się pan myli.- zaczęłam.- Harry, Lou zdejmijcie czapki i okulary. Proszę pana to jest Louis, a to Harry. Są oni członkami zespołu 1D i oni potwierdzą, że zagrają tu koncert.- dokończyłam.
-Witajcie.- przywitał się pan dyrektor.- A więc mogli byście zagrać tu koncert, tak?- zapytał.
-Jasne.- powiedział Lou.
-A czy jesteście pełnoletni, czy potrzebni rodzice?- zadał kolejne pytanie dyrektor.
-Tak, ja już od dawna. Mam 22 lata. Zresztą wszyscy mają 20 lat, oprócz Harrego. Heh.- odpowiedział Lou.
-Dobrze, to zapraszam w piątek na godzinę 8.40. A o 9.00 rozpoczniemy koncert. Rose, Julie, Meg w waszych rękach zostaje organizacja i plan całego koncertu. O godzinie 15.00 ma się zakończyć.





















.jpg)



