poniedziałek, 23 września 2013

                                           Rozdział 1.

-Nie wieże, ja po prostu... nie wieże!!!- zaczęłam krzyczeć na mamę.
-Ale... Rose- mama się jąkała- to twoje urodziny! Kiedy byłaś mała uwielbiałaś te przyjęcia i to weszło w nawyk... To jest nasza tradycja.-dokończyła, po czym usiadła na fotelu.
-Nie rozumiesz, że jutro będę mieć już 18 lat!-wykrzyczałam.
-Ale...ale, wszystko już gotowe.-powiedziała mama, kiedy zauważyłam moją młodszą siostrę Kathy.
-A Kathy jakoś nigdy nie miała przyjęcia-zaczęłam- i czemu ja mam cierpieć skoro ona ma 9 lat i powinna mieć przyjęcia-zakończyłam, po czym się trochę uspokoiłam.
-Dobrze to mam jej wszystko oddać, nawet te cudowne prezenty?-zapytała mama, kiedy Kathy się uśmiechnęła do mnie.
-No ok... przyjdę jutro na 15.00 do domu tylko na tort i prezenty. Ok?-Tym razem to ja ją zapytałam.
-Dobrze-odpowiedziała mama.
Poszłam szybko do pokoju i ubrałam się w:
I wyszłam do szkoły nie mówiąc ani słowa. Po ok. 7 min. byłam w szkole. Najpierw poszłam do szafki po książki do biologii, którą miałam pierwszą. Przy szafce spotkałam Julie i Meg są one moimi przyjaciółkami.
-Hej! Jaką macie teraz lekcję?-przywitałam się.
-Cześć Rose! Ja mam Matmę.-powiedziała Meg.
-Hejka, yyy... mam teraz biologie.-odpowiedziała z uśmiechem Julie
-O to idziemy razem?- zapytałam, także się uśmiechając.
-No na to wychodzi... HEH-powiedziała Julie.-Hej idziecie na koncert 1D?-zapytała.
-Ja nie bo nie mam kieszonkowego bo wydałam na ciuchy m.in. te które mam teraz i na wiele innych, a mama mówi, że bilety są za drogie :'( - wytłumaczyłam.
-A ja mam bilety, ale nie wiem czy siostra nie zabrała-opowiedziała Meg.
-A ja jadę do cioci i nie mogę.- powiedziała Julie.
-O jaka szkoda, czyli raczej żadna z nas nie idzie... -zaczęłam, bo przerwał mi dzwonek na lekcje.- O musimy już iść, chodź Julie, pa pa Meg spotkamy się na stołówce.-skończyłam i ruszyłam z Julie do klasy.
-Pa pa.-odpowiedziała Meg.
Lekcja minęła szybko tak jak pozostałe. Umówiłam się z dziewczynami, że jutro przyjdą na moje "przyjęcie urodzinowe". Po jakiś 10 min. byłam w domu. Nikogo w nim nie było. Zaczęłam odrabiać lekcje tylko dla tego, że za 2 miesiące jest koniec roku szkolnego, a ja kończyłam szkołę i chciałam ją ukończyć. Następnego dnia obudziłam się o 12.30, wstałam poszłam się odświeżyć. Gdy wróciłam do pokoju była już 12.45. Zeszłam na dół by coś zjeść. Byli tam już wszyscy czyli mama, tata, Kathy i babcia. Oni już jedli więc musiałam sama coś sobie zrobić. Zrobiłam tosty z serem i szynką.Poszłam do siebie po zjedzonym posiłku i zauważyłam godzinę 13.10, a dziewczyny miły przyjść za 20-30 min. Pobiegłam do szafy wybrać jakieś ubranie. Po ok.10 min. wybrałam. Mój strój był śliczny. Wyglądał on tak:
Nałożyłam jeszcze lekki makijaż. Kiedy skończyłam usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Ja otworze!-krzyknęłam z góry, po czym zaczęłam starać się zbiedz po schodach i się nie zabić.
-O wow- powiedział tata kiedy zeszłam- wyglądasz... wyglądasz ślicznie.
-Yyy... dzięki-odpowiedziałam mu i poszłam otworzyć drzwi. 
Otworzyłam je a za nimi ukazały się Julie i Meg. Też były ślicznie ubrane. Meg była ubrana w:
















A Julie w:
-Hej, ślicznie wyglądacie- powiedziałam.
-My ładnie wyglądamy, a ty... wow!-powiedziała Meg.
-No masz racje Meg- zgodziła się Julie.
-No ok-zaczęłam- chodź my do mnie.
-Dzień Dobry- powiedziały dziewczyny razem.
-O Dzień Dobry-odpowiedziała moja reszta rodziny.
Minęły już prawie 2 godziny, kiedy usłyszałyśmy wołanie. Była to moja mama, która chciała żebyśmy zeszły na dół. Gdy zeszłyśmy ukazało nam się nie przyjęcie rodzinne z przed lat, lecz imprezownia. Kiedy to tylko zobaczyłam chciałam uściskać mamę jak najmocniej. Lecz jej nie było ani nikogo prócz nas. Po chwili znów zadzwonił dzwonek. Nie spodziewałam się nikogo więcej. Za drzwi wyłonili się wszyscy moi znajomi z prezentami w rękach. Byłam bardzo szczęśliwa. Nagle na scenie, której nigdy tu nie było stanęła mama z mikrofonem i zaczęła coś tam opowiadać. Gdy tylko skończyła podeszłam do niej i ją mocno przytuliłam. Szepnęłam jej do uch "dzięki", a ona tylko mnie pocałowała i wyszła. Włączyłam muzykę ale nagle ją ktoś wyłączył, nie wiedziałam dla czego. Na scenie pojawił się jeden z gości i ogłosił, że zaczynamy od rozpakowania prezentów. Zaprosili mnie na scenę i kazali usiąść na krześle, które przypominało tron i przynosili mi prezenty. Ja musiałam wyczytać od kogo to jest i pokazać co to jest. Było ich mnóstwo i każdy innym, ale jakieś super nie były. Nagle dostałam malutki prezent, który był od... Mamy. Od razu pomyślałam, że to szminka, ale się pomyliłam. To było cudowne, wiedziałam że nikt inny by mi tego nie dał, a już wogulę nie pomyślała bym, że mama może dać mi coś takiego. Były to...





































  
























1 komentarz: